NICK SAKES

Sicbay

Nick Snakes - photo

Jak to się stało, że zacząłeś grać? Co skłoniło Cię do grania w zespole i to w taki sposób?

Zanim zacząłem grać na gitarze, przez lata przyjaźniłem się z Darinem Grayem (bas). Grał w zespole, który nazywał się Culture Shock (nie ten z Wielkiej Brytanii), a ja jeździłem z nimi na koncerty i przyjaźniłem się z wieloma innymi muzykami. Miałem 26 lat, kiedy zacząłem grać na gitarze. Najpierw chciałem założyc zespół i kupiłem gitarę. Darin nauczył mnie jakiś podstawowych akordów i po paru tygodniach wpadliśmy na pomysł, że można by założyć zespół. Darin w tym czasie uczęszczał do koledżu muzycznego w tym czasie i nie miał za bardzo chęci grać jeszcze w zespole, ale poprosił bębniarza ze szkoły, Blake'a Fleminga, by się do nas przyłączył. Blake i Darin napisali na początku większość muzyki Dazzling Killmen. Wciąż nie byłem za dobry na gitarze! Naokoło muzyczni geniusze - na moje szczęście! Darin i Blake byli pod dużym wpływem jazzu w ich pisaniu i stylu gry. Nazwę Dazzling Killmen wziąłem z opowiadania Lucasa Samarasa pt. "Killman".

Dlaczego wybraliście Steve'a Albiniego do nagrania waszej płyty?

Właściwie, to chcieliśmy Butcha Viga, żeby nagrał nasz album, ponieważ to był wówczas "modny" producent. Nie wiedzieliśmy, kogo innego moglibyśmy wybrać. Podobało nam się brzmienei zespołów z Sub Popu i chcieliśmy otrzymać naprawde dobre nagranie - dokładnie tak. Nie znałem Butcha Viga, więc zadzwoniłem do Davida Yow z Jesus Lizard, by dał mi jego numer telefonu. David zasugerował, że powinien nas nagrać Steve. Powiedziałem: "pewnie, w porządku" i zadzwoniłem do Steve'a. Francuska wytwórnia, Intellectual Convulsion, miała wydać płytę i zapłacić za nagranie. W rok później wybraliśmy się do domu Steve'a i jednego dnia nagraliśmy "Dig Out The Switch". Niestety nie była to zbyt przyjemna sesja. Blake dowiedział się rano, że właśnie zmarł jego dziadek, i wszystko załamało się. Było bardzo stresująco. Byliśmy bardzo nerwowi przy Steve'ie i nasze wykonanie ucierpiało na tym.
Później staliśmy się dobrymi przyjaciółmi ze Steve'm i wszystko było dobrze, ale tego dnia rzeczy nie szły dobrze.

Jak doszło do współpracy ze Skingraftem? Czy wybraliście tą wytwórnię celowo?

Przyjaźniliśmy sie z Markiem Fischerem zanim założył SkinGraft Records. Żył w Chicago, pracował w Touch And Go, i za każdym razem, gdy DK grał w Chicago, to siedzieliśmy w jego domu i omawialiśmy fantastyczne pomysły Marka na temat założenia własnej wytwórni, tak, żeby mógł wydać płytę Dazzling Killmen. W jakiś sposób fantazja stała się rzeczywistością. Mark wydał splita Dazzling Killmen/Mother's Day jako SG001, później "Face Of Collapse" był jego pierwszym wydanym dużym albumem.

Twojej pierwszej płyty nie można kupić w Europie...


Nie można jej nigdzie dostać! Czasem widzę ją na Ebay.com. Usiłuję czasem kupić ją od czasu do czasu, ale nigdy mi się nie udaje. Mam jedną kopię na winylu. Jak napisałem wcześniej, ten album ucierpiał bardzoz powodu bardzo szybkiego nagrywania i bardzo złych emocji. Nie lubimy brzmienia "Dig Out The Switch". To było rozczarowanie. Pewnego dnia chcielbyśmy to wydać ponownie i zmiksować to na nowo, ale tak naprawdę to nie drążyliśmy bardzo tego pomysłu. Osobiście wolę wersje tych piosenek nagranych na "Recuerda". W tym czasie byliśmy też lepszym zespołem.

W latach 90tych istnial w Polsce magazyn Outside, który popularyzował muzykę niezależną. Ich ulubioną wytwornią była Amphetamine Reptile. Szef Skingraftu powiedział kiedyś że zespoły z AmRepu są bardzo archaiczne i stereotypowe. A co ty sądzisz o zespołach z AmRepu?

Kocham AmRep. Sądzę, że to zabawne, że Mark Fischer powiedział jakieś złe rzeczy o AmRep, ponieważ swego czasu bardzo ich lubił i był ich fanem.
Sicbay gra obecnie koncerty z Gnomes Of Zurich (ex-Janitor Joe) i nagraliśmy również splita z Vaz (ex-Hammerhead) nakładem Learning Curve Records.
Uwielbiałem Lubricated Goat, Cows i Helmet. Składanki The Dope Guns and Fucking In The Street były niesamowite. Tom Hazelmeyer to mój przyjaciel i wykonał grafikę na splicie Collosamite/White Tornado wydanej nakładem Freeland Records. Powiedziano mi ostatnio, że nie są już wytwórnią.

Jak to się stało że Dazzling Killmen rozpadło się? Czy później miałeś problem ze znalezieniem ludzi do następnego zespołu, Collosamite? A dlaczego i ten zespół rozpadł się tak wcześnie?

Dazzling Killmen rozpadli się, ponieważ zaczynaliśmy się kłócić. Po prostu. Bardzo trudno utrzymać nowy zespół w kupie bez żadnego doświadczenia w sprawach interpersonalnych i różnych kwestiach dotyczących różnic osobowości. Pamiętaj, że dla trzech członków było to pierwsze doświadczenie w zespole muzycznym. Nauczyliśmy się więcej w latach, które nastąpiły po DK, ale ostatniego roku to było piekło. Teraz, po latach, znosimy się całkiem nieźle i jesteśmy na przyjaznej stopie (ale nie zejdziemy się już!).

Collosamite rozpadło się, ponieważ po europejskiej trasie w 1998 Chad zamieszkał w Hamburgu i żyje tam do dziś. John, Ed i ja próbowaliśmy to ciągnąć, ale nie czułem już się dobrze. Wydaje mi się, że w Colossamite mieliśmy pewne problemy z porozumieniem się i nie potrafiliśmy tego naprawić. Znów te same problemy. Granie tras było czasem bardzo ciężkie.

Jaką wagę przywiązujesz do okładek płyt? Czy sam je wykonujesz?

Zawsze jakoś znam gości, którzy są dobrymi artystami. Sam nie projektuję okładek. Oprócz pierwszej epki DK - to wszystko.

Gdy zaczynałeś Sicbay, czy miałeś jakieś założenie, że chcesz robić coś innego? bardziej melodyjnego?

Tak, w dużym stopniu. Ma to dużo związku z Dave'm Erbem i jego stylem. Ma duży talent do pisania świetnych melodii i stało się motywem przewodnim Sicbay. Ten styl odzwierciedla wiele z tego, co słuchamy.

Jaka jest reakcja publiczności w ciągu tych wszystkich lat? czy mogliście grać dużo koncertów?

Sicbay spotyka się z bardzo dobrą reakcją. Zadziwia mnie to. Pewnie niektórzy są rozczarowani, że Sicbay nie jest tak szalonym zespołem jak DK czy Colossamite, ale kto wie? Piszemy wciąż nowe rzeczy, rzeczy wciąż rosną i ewoluują.

DK nie byli nogdy popularni, gdy grali koncerty. Przychodziło może z 50 ludzi. Czasem w naszym rodzinnym mieście St. Louis przychodziło 150 osób. Nie byliśmy jakimiś wielkim gwazdami czy coś takiego. To zabawne, że po rozpadzie DK urosło tak dużo zainteresowanie zespołem. Gdzie oni wszyscy się podziewali, gdy graliśmy koncerty?

Colossamite nigdy nie było zbyt popularne w USA, ale w Europie mieliśmy niezłe tłumy! To było dla nas wielki zaskoczenie. Byliśmy w Europie bardziej popularni, niż w USA. We Włoszech graliśmy koncerty nawet da 400-500 osób. Niesamowite.

Czym się zajmujesz oprócz grania w zespole? Czy zarabiasz na życie graniem w zespole?

Jestem rysownikiem dla dużej spółki inżynierskiej, która nazywa się Amec. Rysuję budynki. Zawsze pracowałem w czasie mojej kariery muzycznej. Nie zarabiam na życie graniem muzyki i nigdy tak nie bywało. Nie ma w tym żadnych pieniędzy. Do dziś zarobiłem 120 dolarów na sprzedaży Face Of Collapse. To wszystko. To ważny cel w moim życiu, ale nie jestem w stanie zapłacić za ubranie mojej córki grając muzykę. Chodzę codziennie chodze do pracy, żeby opłacić rachunki.

Teraz, gdy masz rodzinę, jak trudne jest utrzymać aktywność muzyczną na tym samym poziomie? Czy czujesz, że twoja muzyka zmieniła się wraz z ze zmianami w twoim życiu osobistym?

Tak, to trudne. Muszę pracować, żeby zarabiac dużo pieniędzy na moją rodzinę, poniewać moja żona, Liz, zajmuje się wychowaniem naszej córki Ruby. Ucze się cały czas. Sicbay chce wyruszyć w trasę w październiku przyszłego roku, ale moja żona naprawdę obawia się o nasze finanse. Ciężko jest grać w tym zespole i mieć rodzinę. Ale nie sądzę, że z powodu dziecka zacząłem robic inną muzykę. Zanim się urodziła, myślałem, że może mój wewnętrzny ogień wypali się i stanę się słodki i spokojny, ale tak się nie stało. No, może trochę. Ruby to cudowna dziewczynka, wyślę ci zdjęcie.

Jak zmieniła się muzyka niezależna w ciągu ostatnich 10 lat? Czy odczuwasz jakąś dużą różnicę między obecnymi czasami a sytuacją sprzed dekady?

Sądzę, że najwiekszą różnicą między sceną 10 lat temu a dzisiaj jest internet. W 1991 komputery nie istniały jeszcze dla ludzi takich jak ja czy ty. Fakt, że dziś odpowiadam na pytania z Polski jest dla mnie niesamowity. 3 lata temu kupiłem sobie komputer, zacząłem emailować i poznałem w ten sposób wielu ludzi, którzy są fanami Dazzling Killmen. Nie miałem o nich pojęcia. Kiedy zespół istniał, nie przyszedł do nas nawet 1 list. Bardzo przyjemnie było odkryć, że ludzie lubili DK w stopniu, którego sobie nawet nie uświadamiałem.

Następną dużą różnicą, być może również z powodu internetu jest fakt, że dziś zdaje się istnieć o wiele więcej zespołów. Istnieje teraz tyle frakcji i kategorii muzyki. Sama ilość jest niewiarygodna. Musi być gdzieś tak 250 działających zespołów w samym Minneapolis. Młodzi ludzie są tak bardzo zorientowani na konkretny styl, że wydaje się, że tracą oni poczucie przygody w odkrywaniu nowej muzyki. Jest po prostu zbyt wiele wyboru. Sprawia to, że konkurencja o uwagę ludzi jet bardzo silna. Widać to w tym, że zespoły bardziej polegaja na sztuczkach, które mają je odróżnić od innych, niż na tworzeniu orygilnalnej muzyki. Dziwne kostiumy, napadanie na publiczność, make-up i ironiczne heavy metalowe pozy to teraz codzienność na scenie niezależnej. Być może SkinGraft jest za to częściowo odpowiedzialne - nie mogę powiedzieć na pewno. Jeśli SG naprawdę zaczęło jakiś trend, to jednak sama muzyka była wspaniała sama w sobie, co stanowi różnicę. Teraz to tak powszechne, że może powstanie nowy trend stawiający na bycie wyjątkowym w inny sposób. Na przykład, jeśli ktoś usłyszy dobre rzeczy o zespole, to najpierw zastanawia się, "co tojest?", innymi słowy "jaki gatunek muzyczny?". To wydaje się głównym zagadnieniem. Rozumiem to - jest tyle tego wszystkiego, że trzeba się szybko zdecydować, czego chcemy słuchać. Ludzie nie mają czasu, żeby badać każdą rzecz z osobna. Jest w tym wszystkim taki pośpiech. Wydaje mi się, że jeśli ludzie naprawde się nad tym zastanowią, to tak naprawdę lubią po trochu z każdego gatunku, ale w moim przekonaniu świat muzyki stał się dziś mniej otwarty.

Czy znasz zespół A Minor Forest? Atmosfera niektórych piosenek Sicbaya wydaje się być całkiem podobna...

Nie bardzo znam ten zespół. Słyszałem kilka piosenek i podobały mi się. Teraz muszę ich posłuchać. Kolejne 15$. Ktoś inny wspomniał, że Sicbay przypomina mu Polvo. Nie rozumiem tego za bardzo, ale dla mnie to był komplement, bo bardzo lubię Polvo.

Chciałbym Cię spytać co sądzisz o przegrywaniu płyt. Dla nas w Polsce to często jedyny sposób aby mieć kontakt z muzyką... Płyty są relatywnie zbyt drogie, by je kupować wiecej niż jedną, dwie na miesiąc, a to za mało...

Sam tak robię. Uważam, że to jest złe, ale i tak to robię. Jeśli wytwórnie płytowe nie zarobią pieniędzy, to nie będą mogły niczego wydawać. To wszystko sporo kosztuje - nagrywanie, wysyłanie, sprzęt, czas. To oznacza zatem stratę dla wszystkich zainteresowanych. Może 100 000 ludzi w Polsce ma w domu płytę DK? Skąd mam wiedzieć? Jak już mówiłem, na płycie Face Of Collapse zarobiłem 120$ ze sprzedaży. Może pewnego dnia będę mógł grać koncerty i zarobić trochę na tym. Ale to jedyny sposób, żeby zwróciły się jakieś koszty związane z grą w zespole. To nie jest fajne. Jestem hipokrytą - nie jestem z tego dumny. W tym momencie mojej kariery muzycznej porzuciłem jakikolwiek myśli o zarbianiu na tym pieniędzy. To się nigdy nie stanie. To tylko kosztowne hobby, tak jak wspinaczka wysokogórska. Na większości koncertów Sicbaya w Stanach zarabiamy może 50-150$, to wszystko. To smutny żart. Robię to, bo to moja pasja.

Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Moja żona chce mieć następne dziecko! AAAaaaaaaaaaargh! Tak na serio, to chciałbym założyć pewnego dnia wytwórnię. Czuję, że wiele nauczyłem się o tym w czasie tych wszystkich lat i chciałbym to robić. Krok pierwszy: wygrać w Totka. Krok drugi: stracić całe pieniądze zakładając wytwórnię.

Czego ostatnio słuchasz?

Ostatnio słucham dużo Black Heart Procession i Calexico. Podoba mi się ten feeling Western/Cowboy, który ma Calexico. Lubię nowy album Enona. Nie podobał mi się nowy album Slayera. The Thrones "Sperm Whale" jest niewiarygodne. Nile "Black Seeds Of Vengeance" jest niezłe. Słucham ostatnio dużo "indie rocka": The Replacements "Let It Be", Flaming Lips "The Soft Bulletin", Built To Spill "Perfect From Now On" na przykład. Słyszałem, że nowy album Fugazi jest znakomity, ale boję się skopiować. Ian by sie wściekł na mnie!
Ściągam dużo muzyki z internetu i słucham dużo rzeczy no-wave jak Mars, James Chance czy The Contortions. Nie można tych rzeczy znaleźć i nie czuję się winny, gdy ściągam te rzeczy przez internet.

Nowe Erase Errata totalnie rządzi!

Kupiłem "A Sun That Never Sets" Neurosis (15$) i naprawdę mi się podoba. Ma w sobie więcej depresyjnego, emocjonalnego i mniej apokaliptycznego charakteru, jesli mogę tak powiedzieć. Świetne.

Kilka lokalnych zespołów (w St.Paul), The Vets, Malachi Constant i Dillinger 4 są naprawdę dobre. Obecnie mamy pare dobrych zespołów w naszym miescie. Nowy perkusista Sicbaya, Jonathon, gra w świetnej kapeli Signal To Trust.

THE END

don't mess with mauru

strona główna
english version

Nick Sakes to niezwykle ciekawa postać amerykańskiej sceny niezależnej. Jego pierwszy zespół, Dazzling Killmen na swojej płycie, "Face Of Collapse", zadziwił wszystkich swoim nietypowym podejściem do gitarowej muzyki: połączył hałas z wysokim wyrafinowaniem, niezwykłą ekspresję z niespotykanym opanowaniem i precyzją. Jego następny projekt, Collosamite, nie ustępował w tej mierze Dazling Killmen - to również jeden z najlepszych, a jednocześnie najmniej znanych w Polsce zespołów lat 90-tych. Obecnie, wraz ze swoim Sicbay'em Nick Sakes penetruje bardziej melodyjne i mniej jadowite rejony - ich najnowsza płyta, "Firelit S-coughs" została wydana przez Obtuse Mule Records.