P O L V O

Podobnie jak wiele innych zespołów, którymi chcemy
się zajmować, Polvo wybebesza popowy paradygmat, maltretuje i wybebesza wszystkie
normy 'piosenki' , a jednocześnie nie jest bezdusznie formalne, jak można
by podejrzewać. Zresztą od początku założeniem zespołu było tylko "pisanie
piosenek". Żądło Polvo godzi we wszystkich tych, którzy oczekują od gitarowego
zespołu klasycznej formuły zwrotka/refren, a jednocześnie przy wszystkich
swoich rozstrojonych gitarach które często brzmią jakby były puszczane na
zepsutym magnetofonie, ma w sobie wiele cudownej przebojowości. Na początku
można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z żartem, lecz im dłużej słuchamy,
tym lepiej widać, jak wieką wyobraźnią i siłą dysponuje Polvo. Byc może bierze
się to z orientalnych fascynacji, gdzie muzyka jest pozbawiona tego typowego
w naszj kulturze i powtarzanego do znudzenia rock'n'rollowego schematu, nawet
wśród tych zespołów, które nazywają się alternatywnymi.
Na początku, w roku 1990, Polvo mogło się wydawać właśnie tylko jednym z wielu
zespołów powstałych na fali popularności gitarowego grania a la Sonic Youth/Dinosaur
Jr (ci pierwsi właśnie wydali wówczas swe najbardziej chwytliwe i rockowe
albumy dla Geffenu). W dodatku Chapel Hill, spokojne i niewielkie uniwersyteckie
miasto w Północnej Karolinie, to siedziba znanego tu i ówdzie Superchunka,
który nie był nigdy specjalnie niekonwencjonalnym zespołem.
Dave Brylawski, w wywiadzie dla NME tuż po wydaniu pierwszej płyty, Cor-crane
Secret, wyjaśnia istotę narodzin Polvo: "Przyjaźniliśmy się od lat i
graliśmy niezależnie od siebie w różnych zespołach przez około 2 i pół roku.
Zaczęliśmy układać razem elektroniczną muzykę i od tego czasu rozwinęło się
to, zaczęliśmy układać piosenki z prawdziwego zdarzenia. Nie było jakiejś
specjalnej motywacji, po prostu graliśmy dla przyjemności. Słuchaliśmy różnej
muzyki. Razem z drugim gitarzystą słuchaliśmy dużo wschodniej muzyki - indyjskiej,
azjatyckiej, perkusista lubi elektronikę w stylu Frippa i Eno, a basista słucha
dużo hardrocka. Dziwne połączenie." Na nagranie i miksowanie swojej pierwszej
młody zespół miał tylko trzy dni (pieniądze). Ale "Cor-crane secret"
(lokalne Merge Rec.) daje już nam niejakie pojęcie do czego Polvo jest zdolne
i jak jest przewrotne - z jednej strony są to piosenki o wyjątkowej melodyjności,
z drugiej strony o nieprawdopodobnie płynnych i nieoczekiwanych zwrotach akcji.
Głos - delikatny i melodyjny - nie jest tutaj najważniejszy; zgrzytliwe, piszczące,
zawodzące gitary, podążające za nimi bas i perkusja, nie są tutaj jakimś bezwolnym
akompaniamentem, razem wszystko tworzy jednolitą całość. Czysta soniczna poezja
i specyficzne pogodne zdynstansowanie, co potwierdzały tylko entuzjastyczne
recenzje naocznych świadków koncertów Północno Karolińskiego ensamblu.
"Cor-crane secret" to jednak nic w porównaniu do tego, co przyniósł
następny album. "Today's Active Lifestyles" to prawdziwa eksplozja
pijanych i przestrojonych gitar. Jeśli tylko damy się porwać ch własnej kosmicznej
logice dekonstrukcji piosenek, to odkryjemy jak magiczne i nawet liryczne
jest POLVO w swej boskiej równowadze między skłonnością do eksperymentowania
a piosenką.
To na na tej płycie gitarzysta i wokalista Ash Bowie zaczął używać swojego
dziwnego strojenia, właściwie rozstrojenia. "Najczęściej bywało,"
mówi Bowie, że po tym jak poszła mi struna, po prostu dla zabawy dostrajałem
resztę strun, na przykład dwie do jednego dźwięku, tak że osiągało się coś
na kształt dronu. A gdy zakładało się nowe struny, nie stroiłem ich jak trzeba,
tak więc powstawało niezłe zamieszanie." Te 4-5 strojów, które powstały
w tym okresie dawały Bowie'mu niespodziewaną wolność - mógł grać na nich i
zwykłe rockowe akordy jak i zupełnie niespotykane dźwięki. "W ten sposób,"
mówił, "nie stawało się to zbyt nudne." Gitary łączą tu melodię
z dysonansem i rytmem, a nietypowe strojenie pozwala Bowiemu na obejście dźwięków,
którymi nie jest zainteresowany. Oznacza to bardziej naiwne, instynktowne
i naturalne podejście do instrumentu i całej materii muzycznej - utwory na
Today's Active Lifestyles, same w sobie pełne cudownych zwrotów akcji, kończą
się niespodziewanie, przechodzą płynnie i magicznie w następne.
Jest to płyta, na której wokale są chyba najbardziej ukryte pod ścianą dźwięku,
co być może wyniknęło z wyraźnej niechęci do własnych głosów, ale co też i
nadaje nowatorski charakter brzmieniu Polvo. Słuchamy tu głosu jak równoprawnego
instrumentu, na bardziej abstrakcyjnym i subtelnym poziomie, gdzie znaczenie
słów nie jest aż tak istotne, bo emocjonalne znaczenie nadają mu melodia i
barwa.
Nie sposób nie wspomnieć uroczo tandetnej okładki (pomysł Asha Bowie'go i
Dave'a Brylawskiego), na której widnieją czerwone głowy lwów z jakieś książki
wydanej przez Świadków Jehowy. Niezawodni Świadkowie pozwali Touch And Go
do sądu, trzeba było zebrać cały nakład i zniszczyć. Płyta została ponownie
wydana w Stanach już bez głów.
Po Today's Active Lifestyles POLVO nagrało dwa genialne miniLP - kto wie czy
nie najlepsze w całej historii Celebrate The New Dark Age oraz This Eclipse.
W tym czasie już etatowym realizatorem nagrań (od Today's Active Lifestyles)
stał się Bob Weston, który już wcześniej nagłaśniał koncert Polvo w czasie
jakiejś radiowej sesji w Bostonie. Temu współpracownikowi Steve'a Albiniego
w studiu i w Shellacu, realizatorowi nieprawdopodobnych nagrań Rachel's czy
June Of 44, udało się, pomimo zawsze stosunkowo krótkiego czasu na nagrywanie
i miksowanie, osiągnąć naturalne, ciepłe i jednocześnie chropawe brzmienie.
Juz na This Eclipse pojawiają się efekty wokalowe i pewne elementy w grze
na gitarze, które przypominają w bardzo szczególny sposób lata 70-te. Słychać
to też miejscami na podwójnym albumie Exploded Drawing, gdzie piosenki Polvo
stają się prostsze i bardziej przebojowe, a towarzyszą im również orientalne
(?) motywy podejrzanego pochodzenia (głównie zasługa Dave'a Brylawskiego).
Gra staje się bardziej zrelaksowana i mniej naładowana charakterystycznymi
polvowskimi fajerwerkami.
Ta tendencja znajduje apogeum na ostatniej płycie Polvo, Shapes, która jest
wyjątkowa w całym zestawie z wielu powodów: została nagrana już bez perkusisty
Eddie Watkinsa, zmiksowana została w inny sposób przez Westona, a także pojawiają
się tu, w minimalistycznych i opanowanych jak na Polvo kawałkach, instrumenty
jak dotąd nieobecne w ich muzyce - fortepian, trąbka.
Ale przede wszystkim pojawiający się co i rusz duch lat siedemdziesiątych
frapuje najbardziej. "Hard-rockowe piosenki były napisane przez Dave'a,"
pisze w e-mailu Ash Bowie. "To z pewnością nie było ironiczne. Myślę,
że chciał wyrazić swoją miłość do tego rodzaju rocka. Słuchał dużo Led Zeppelin.
Tak jak zwykle, kawałki na tej płycie są na zmianę moje i jego: pierwszy (na
każdej stronie) jest mój, następnie jego, potem mój, itd., tak więc można
łatwo zauważyć różnicę w stylu pisania piosenek." Trzeba powiedzieć,
że różnica jest widoczna na wszystkich płytach: domeną Bowiego są bardziej
przebojowe i rozbudowane piosenki; Brylawski komponuje zaskakująco płynne
(wyłaniają się i znikają tajemniczo) i krótkie kawałki, rzadko powtarzając
jakąkolwiek część (u Bowie'go można czasem odnaleźć 'zwrotki' i 'refreny').
I tu ciekawostka, Brylawski nigdy nie chciał śpiewać więcej niż 5 piosenek
w czasie koncertu.
Nie można oprzeć się jednak wrażeniu, że na Shapes pisanie piosenek zmieniło
się znacznie, choć w pewien sposób jest to logiczna kontynuacja rozwoju Polvo,
podobnie jak Anahata w przypadku June Of 44. Jak to się stało? "Ponieważ
nasz perkusista opuścił zespół jeszcze przed Shapes, mieliśmy okazję by podejść
inaczej do nagrywania. Zrozumieliśmy, że każdy autor będzie miał naprawdę
bezprecedensową kontrolę nad swoimi piosenkami, i że będzie to bardziej coś
jak "projekt studyjny". I tak Dave nie grał w ogóle na mojej piosence
El Rocio, i dołożył naprawdę niewiele do innych moich piosenek. Partie mojej
gitary na jego piosenkach również były naprawdę minimalne i nie grałem na
tych wszystkich etniczno-folkowych momentach, które stworzył dookoła swoich
piosenek. Grałem również na bębnach na połowie płyty, a nasz przyjaciel Brian
Walsby grał na drugiej połowie."
Nostalgiczny i smutny jak na Polvo klimat Shapes okazał się niestety proroczy.
Była to ostatnia płyta tego jednego z najciekawszych i najbardziej oryginalnych
zespołów lat 90tych. "To stało się trudne, nie mieszkamy już wszyscy
w jednym miejscu (Boston, Nowy Jork i Chapel Hill)," mówił wówczas Ash
Bowie. Ciężko jest stworzyć nowy materiał. Po prostu dojrzało to do momentu,
kiedy mówisz sobie: 'Hej, nie musimy już tego robić!'. Nawet zespół pracujący
w taki sposób jak Polvo (zaskakująco mało prób, krótkie sesje nagraniowe)
nie mógł funkcjonować przy takich odległościach.
Po rozpadzie Ash Bowie wydał swą solową płytę jako Libraness (Yesterday And
Tomorrow's Shells,Tigerstyle Rec.) Składają się na nią nagrywane na magnetofon
czterośladowy piosenki, zapisywane przez cały czas działalności Polvo "dla
zabawy, a też żeby nauczyć się jak obsługiwać magnetofon czterośladowy".
Jednocześnie, obok Polvo, Ash Bowie grał (i chyba jeszcze gra) w stosunkowo
znanym zespole Helium (Matador Rec.) Liderka, Mary Timony jest (była?)prywatnie
jego dziewczyną. Obecnie Ash Bowie przebywa w San Fransisco, jak twierdzi,
swoim ulubionym mieście i można się spodziewac po nim nowej solowej płyty.
Dave Brylawski jeszcze przed rozpadem Polvo grał w akustycznym zespole Idyll
Swords, głównie nawiązującym do muzyki orientalnej. Idyll Swords nagrało dotąd
dwie płyty dla wytwórni.
don't mess with mauru
strona główna
english version
W Polsce w latach 90-tych nie zauważono tak wiele muzyki, że aż stało się to regułą. Zadowoleni z siebie dziennikarze muzyczni, nawet ci zajmujący się również muzyką 'alternatywną' nie wykazali najmniejszej inicjatywy w śledzeniu muzyki tak burzliwie rozwijającej się na świecie. Niestety ich ignorancja również oznacza, że słuchacze w Polsce zostali faktycznie pozbawieni jakiejkolwiek informacji na temat niezwykle interesującej, ale wymagających tylko trochę wysiłku muzyki. W ten sposób nikt nigdy nie usłyszał tu o Dazzling Killmen, Rachel's czy bohaterach niniejszego artykułu, Polvo. Być może bierze się to stąd, że zespoły te rzadko koncertowały w Europie, lub nie spotkały się z uznaniem zachodnich mediów; tak czy inaczej idę o zakład, że żaden "dziennikarz muzyczny" w Polsce (z jednym czy dwoma wyjątkami) nie ma o nich nawet bladego pojęcia. Zawsze myślałem, że gdyby ktos usłyszał chociaż trochę tej muzyki, nie miałby czelności wypowiadać swoich kuriozalnych i aroganckich opinii. Jak można coś mówić na temat "muzyki gitarowej" i nie znać Polvo?