Dla potomności piszę, a może i dla kogoś kto się zdecyduje na taką operację.
Mój laptop, chociaż ma ledwo 1,5 roku zaczął mieć zadyszkę - wystarczyło puścić cztery ścieżki na raz w Abletonie i nałożyć na to jakiś efekt, żeby zaczął mordować uszy glitchami przy których Aphex Twin to cienki bolek. Postanowiłem coś z tym zrobić.
Przed:
Celeron M440 1,7 GHz
Dysk 60 GB 4200 obrotów
Jak widać, procesor wolny a dysk jeszcze wolniejszy. Klik, klik, Allegro. Za 200 zł kupiłem nowy dysk (160 GB, 7200 obrotów), a za 120 zł używany procesor (Core Duo T2400).
Przygotowania:
jeśli ktoś chce się bawić w laptopową chirurgię, to szczerze radzę się wysilić przy przygotowaniach. Potrzebne są:
1. Instrukcja serwisowa (Google: model_laptopa +service +manual) - HP daje takie za darmo w PDF. Z obrazkami, co okazało się bardzo pomocne ;)
2. Zestaw śrubokrętów "zegarmistrzowskich" - bo producenci laptopów złośliwie stosują malutkie śrubki, a żeby było ciekawiej stosują śrubki z łebkami typu hex.
3. Alkohol izopropylowy (do kupienia w sklepie chemicznym), od biedy może być zwykły spirytus, sprężone powietrze itp. itd. - do czyszczenia.
4. Pasta termoprzewodząca - do posmarowania procesora.
5. Duży stół, dobrze oświetlony.
6. Coś, żeby nie pogubić śrubek. Pudełka jakieś or compatible.
Operacja część I: dysk:
Nie było żadnych problemów - odkręcić klapkę, wyciągnąć dysk, wstawić nowy. Prościzna. Przestało stukać i skończyły się problemy z puszczaniem powyżej 3-4 ścieżek na raz.
Operacja część II: procesor
Laptopy są tak wrednie skonstruowane (a przynajmniej mój), że aby wstawić nowy procesor musiałem kolejno:
1. Zdemontować pamieć.
2. Zdemontować moduł bluetooth.
3. Zdemontować moduł WiFi.
4. Zdemontować klawiaturę.
5. Zdemontować wiatrak.
6. Zdemontować radiator.
Przy okazji tych dwóch ostatnich zrobiłem użytek ze sprężonego powietrza - nie jesteście sobie nawet wyobrazić jaki syf się tam uzbierał.
Po jakiejś godzinie roboty operacja została ukończona. I tu zaczęły się problemy: chociaż temperatury i napięcia są OK, laptop się nieustannie wiesza jeśli są włączone oba rdzenie! Ale nawet z jednym działającym rdzeniem (w BIOS-ie to na szczęście mogłem ustawić) jest teraz o wiele żwawszy - mogę spokojnie nakładać tyle efektów, ile tylko mam ochotę.
Podsumowując: pomimo problemów z procesorem było warto. A jeśli ktoś wie, jak poprawnie złożyć złożyć ofiarę z czarnego koguta lordowi Samedi co by drugi rdzeń zaczął działać, to proszę o kontakt :)
Etykiety: komputerowe