teksty

Przemek GlowaZA DUŻO 

za dużo słów za dużo myśli za dużo głosów oczu wąskich z nienawiści za dużo psów bezdomnych po ulicach chodzi za dużo ludzi bez domu których miłość płodzi za dużo dymu za dużo cienia za mało czasu za mała ziemia

BOB 

to znowu on nawiedza mnie gdy od realiów próbuję oderwać się otacza mnie ze wszystkich stron rzuca o ścianę przyciska doń wie że jest panem że władzę ma tylko dlaczego ofiarą jestem ja? to znowu on śpi w głowie mej tracę już zmysły lecz sam tego przecież chcę gdy blady świt dotyka mnie odchodzi z nocą świadomość znów wolna jest

NOWY DZIEŃ 

kolejne istnienie nastaje z nowym dniem jak światło po burzy rozmyte krwawym deszczem i mknie przez pustynię utkaną własną drogą choć tysiąc złych twarzy czai się wokoło wędrowiec dojeżdża do miejsca przeznaczenia do miejsca gdzie czeka ostatnia wieczerza zmęczony podróżą zapada w błogi sen dla niego ciemna noc dla ciebie nowy dzień

PANI MIŁOŚĆ 

pani miłość została zgwałcona przez pana życie w biały dzień na oczach światków u stóp świata u bram nieba rozdarta ona płonie przebita na wylot słowami i myślą oni nie byli małżeństwem a dochodzenie nic nie wykazało

MASKI 

zakładam na twarz maskę teraz będę bezpieczny nikt nie będzie wiedział jaki jestem naprawdę tak będzie lepiej dla nas wszystkich bądź miastem gdzie ciemna ulica oświetlona jest tysiącem neonów tam piękni ludzie się śmieją i wszystko jest jasne a na ich twarzach maski a bocznej ulicy brudny pijak wlewa w siebie denaturat zakładam na twarz maskę i tobie radzę zrobić to samo bądź kimś innym bądź kimś lepszym tylko nie bądź sobą więc załóż na twarz maskę

ZEGARY 

spiskowcy bez powodu zachłyśnięci żądzą zmiany knują plany a ich celem są zegary czas do przodu ciągle płynie lecz kto powiedział że tak być musi krwawiące klepsydry nie powiedzą sekundy godziny miasto śnięte w dnia zenicie zaskoczone obrotem sytuacji czeka z nadzieją aby ruszył ktoś wahadło ta chwila trwa już całe wieki a w mym mieście ciągła jesień złota słoneczna mimo mrozów tu zapowiadanych znakiem tego plan został wykonany precyzyjnie czas na kawę

A TERAZ ŚPIJ 

kiedy się zbudzisz w środku nocy a w twoich oczach będą łzy pozwól by ciemność cię przytuliła a teraz śpij i nierób nic pamiętasz dzień gdy zgasło światło a gęsty pył przesłonił gwiazdy mrok wtedy nastał stało się jasne wszystko co żywe przestało istnieć

ZABIJASZ MNIE 

nóż w dłoni twej znaczy krwawy ślad zabijasz mnie tak zabijasz mnie słowa twoje płyną wciąż wbijasz je w duszę mą tak zabijasz mnie nóż w dłoni mej znaczy krwawy ślad zabijam cię tak zabijam cię słowa moje płyną wciąż wbijam je duszę twą tak zabijam cię

DKE 

co to jest wyobraźnia jak przestrzega proces spostrzegania gdzie przebiega próg podniety przy kształceniu uwagi należy przestrzegać zasady by nigdy nie pracować nieuważnie byle jak pojedźmy nad rzekę i patrz jak będę tonął wydajmy tyle pieniędzy by nasi spadkobiercy nie mieli nas za co pogrzebać 

KOLOROWY 

kolorowy świat ulepmy dziś z plasteliny na karuzeli barw by każdy był jak żywy ulepmy świat bez trosk ulepmy bez kłopotów na kolorowy świat nadszedł już czas ulepmy niebo a na nim obłoki miękkie puszyste jak wełniane owieczki i słońce z ciepłymi promykami które chcą się z tobą zabawić przejrzyste lazurowe morze w którym wykąpać się możesz ulepmy góry lasy zielone ścieki spaliny elektrownie jądrowe 

WIEM 

ona wie że ja wiem 

PIWO/OKO 

kupiłem sobie piwo w piwie pływało oko patrzyło na mnie z nienawiścią a co ja mu takiego zrobiłem co takiego zawiniłem kupiłem drugie piwo w piwie pływało oko patrzyło na mnie z nienawiścią a co ja mu takiego zrobiłem co takiego zawiniłem skierowałem je na przeciw siebie niech patrzą na siebie z nienawiścią niech się pozabijają kij im w oko piwo oko 

KRZYK 

przechodzące osoby nie patrzą w tę stronę nie chcą tego widzieć po prostu przechodzą obok i krzyk miłości i krzyk nienawiści w oparach tytoniu zmieszanych z alkoholem podobno istnieje w nas odrobina współczucia lecz aby się wyzwoliła potrzeba nam drogowskazu uschnięty liść i człowiek mający w sobie zło pogardę i nienawiść a ty boisz się podejść i podać swoją dłoń i ludzie którzy muszą pogodzić to w sobie 

JAZZ 

raz dwa trzy cztery pięć sześć siedem osiem raz dwa trzy cztery pięć sześć siedem osiem raz dwa trzy cztery pięć sześć siedem osiem raz dwa trzy cztery pięć sześć siedem osiem raz dwa trzy cztery pięć 

ZMARCHWYSTANIE 

nie pamiętam już słońca wokoło obce twarze to mieszkańcy mego dołu w tunelu bez światła w oddali schodzę wciąż niżej i niżej nie chcę dna ostatecznego żywię się błotem swych myśli a głód wciąż narasta nie ma już żadnego oparcia niżej i niżej zsuwam się nie pozostaje już nic innego jak tylko pociąć się czekam na ciebie przyjdź jak najprędzej otul mnie w swój szary płaszcz zabierz mnie stąd z tobą będzie mi lepiej pokaż mi proszę ten drugi świat lekkie ukłucie kropla krwi boska energia przepełnia mnie wszystko jest jasne wątpliwości umarły a ja zmarchywstałem jestem bogiem